życie.urzenia.net

czyli co się u MySZy w życiu dzieje

18 lipca 2007,

Napoje w realu...

Co tu dużo gadać...

Dodano w kategorii Ogólne o 14:44:27, 4 komentarze

15 lipca 2007,

Dina

Uwielbiam psy. Dawno dawno temu mieliśmy w domu sukę owczarka niemieckiego, wabiła się Dina. Gdy miałem 5 lat, i wróciłem z wakacji, jej już w domu nie było. Kilka lat później dałem matce w prezencie szczeniaka. Kundla. Z rodziny kundli po kilku pokoleniach różnych mieszańców. Śliczna mordka. Nie będąc zbyt oryginalnym, dałem mu na imię Dino.

Niestety, nie byliśmy w stanie nad nim zapanować - po wyjściu z domu i spuszczeniu go ze smyczy, nie wracał do mnie i nie dało się go złapać. Pojawiał się pod drzwiami kilka godzin późńiej. Gdy zostawał sam w domu, po powrocie nie było wiadomo czego się spodziewać - czy chata jeszcze jest, czy już nie, a jeśli jest to ile rzeczy nie zostało zniszczonych. Gryzł wszystko i w każdej ilości. Zaczęliśmy go uwiązywać na skórzanej smyczy do rury - zazwyczaj po powrocie do domu szedłem kupić nową smycz. Dołożyliśmy do tego skórzany kaganiec - wzrosły wydatki, trzeba było dokupować kaganiec. W końcu ojciec nie wytrzymał, wywiózł go do jakichś znajomych na wieś, i tyle go było.

Teraz "jestem już duży", za miesiąc odbieram własne mieszkanie, więc mogłem się zdecydować ponownie na jakiegoś psa. Kierując się wyborem rasy nie byłem zbyt oryginalny - owczarek niemiecki, tzw ONek. Imię - też monotonia, Dina. Ale oto jest, moja sunia:

Prawda że śliczna? ;)

Dina ma już prawie 11 tygodni (10 i 1/2), jest zadziorna, ciągle chętna do zabawy, trochę je, dużo pije (wody! ;) ), ciągle chce żeby ją drapać, najchętniej po brzuszku, ale ogólnie jest niesamowicie słodka. W sumie w ciągu trzech dni nauczyła się załatwiać (z czego jestem dumny ;) ) na dworze - jeszcze są momenty kiedy popuszcza troszkę w domu, ale niewiele. Łakomczucha potworna, i próbuje dominować mi w domu, ale na to jej nie pozwalam. Naczytałem się mnóstwo na tematy wychowywania psów, mamy na razie jedną książkę na ten temat, druga jest w drodze, będę starał się Dinę wychować jak najlepiej :) Jeśli mi się nie uda, to na 100% zapiszę się z nią na jakiś kurs wychowawczy - oddać jej na pewno nie oddam :)

I jeszcze jedno zdjęcie mojej ślicznotki:

Dodano w kategorii Ogólne o 07:43:30, 3 komentarze

13 lipca 2007,

O aparatach cyfrowych i ich kupowaniu dziś będzie...

Jakiś czas temu kupiłem sobie Sony DSC-H2. Muszę powiedzieć, że poza jednym szczegółem (o którym za chwilę), byłem bardzo zadowolony. Zostałby u mnie na długi czas, gdyby nie wspomniany przed chwilą szczegół.

Otóż zarówno u mnie, jak i u jeszcze kilku osób (a jest tego więcej, jak się poszuka na necie) po pewnym czasie psuje się blokada ekspozycji. Jak? Normalnie, po wciśnięciu spustu migawki do połowy, następuje blokada ekspozycji, i teraz aparat czeka tylko na wciśnięcie przycisku do końca żeby zrobić zdjęcie i zapisać je na karcie. Uszkodzenie o którym mowa powoduje że po wciśnięciu przycisku do połowy blokada ekspozycji nie następuje - gdy dociskałem do końca, aparat łapał ustawienia (focus, światło etc) i od razu "pstrykał". Tak się nie da pracować...

U mnie takie coś stało się na początku tego roku. Oddałem aparat do serwisu, po kilku dniach wrócił, działało jak należy. Do czasu... Kilka miesięcy i kilka tysięcy zdjęć później poszliśmy na spacer, i w pewnym momencie aparat nie znów nie blokował ekspozycji. Wku* strasznie wróciliśmy do domu, włączyłem aparat, wcisnąłem spust do połowy, i ekspozycja została zablokowana. Myślałem że mnie coś trafi. Jeszcze kilka prób, wsio działa jak należy. Nie wiedziałem co mam zrobić i sobie myśleć. W końcu, po kilku tygodniach bezproblemowej pracy stwierdziłem, że kończy mi się gwarancja, więc nie będę ryzykował że tydzień później spust wysiądzie mi do końca :( Aparat poszedł na allegro, gdzie został całkiem szybko sprzedany - mam nadzieję że nabywca nie będzie miał nawrotów problemu :(

Cóż pozostało robić, trzeba było kupić nowy aparat. Tym razem wybór padł na Fuji s6500fd (znany też jako Fuji s6000fd - w zależności od regionu). Poszukałem na necie, popatrzyłem gdzie, no i najtaniej znalazłem na Pixmanii, gdzie kosztował wtedy ponad 1200,- (nie chce mi się szukać dokładnej kwoty). Pogooglałem, poczytałem opinie ludzi, były w miarę niezłe. Przekalkulowałem, zamówiłem. Jednocześnie na allegro znalazłem i zamówiłem dobry futerał (Lowepro 140+), kartę pamięci (2GB Olympus), i akumulatorki/baterie Sanyo Eneloop. Akcesoria dotarły bardzo szybko, byłem zadowolony, niestety, na drugi dzień po zmówieniu aparatu jego status w sklepie zmienił się na brak w magazynie :( Miał być na dwa dni później. No cóż, dwa dni to nie katastrofa. Poszukałem jeszcze raz różnych opinii na ich temat, i trochę mi mina zrzedła - okazało się że kilka osób też już tak miało, i ponad miesiąc próbuje się dobić o zamówiony produkt, lub choćby zwrot pieniędzy. I nie jest to proste.

Po wspomnianych dwóch dniach status aparatu się znów zmienił - nie wiadomo kiedy będzie. Ech... anulowałem zamówienie. Pozostał pewien problem - zawsze puszczam przelew przy zakupach online zaraz po złożeniu zamówienia. Zazwyczaj się to sprawdza, sprzedawca reaguje że pieniążki dostał prawie od razu, szybko wysyła towar i jest cool. Tutaj postąpiłem podobnie - przelew puściłem, poszedł, dotarł, a zamówienie anulowane. Czekam na zwrot kosztów. Czekałem ponad 7 dni roboczych (miał być w 3 do 5 :( ), ale na moje szczęście dotarł szczęśliwie - czyli powiodło mi się lepiej niż osobom których historię znalazłem za drugim razem. Ufff! :)

Jako, że wszystkie niezbędne akcesoria do aparatu miałem, pozostało mi zamówić aparat ponownie, tym razem u pewniejszego dostawcy. Trafiło na fotobasię, gdzie aparat był w promocji: 999,- i 70 odbitek 10x15 gratis. Opinie o sklepie? kilkaset pozytywów, kilkanaście negów, z czego większość się czepiała o późne wysłanie. Stwierdziłem że powinno być dobrze, więc zamówiłem. Poczekałem kilka dni, i odebrałem, stając się szczęśliwym posiadaczem Fuji s6500fd ;) Drobiazg, że w międzyczasie zmieniła się promocja, i do aparatu zamiast zamówionych 70 odbitek dostałem kartę Fuji 256MB (H) - po konsultacji z drugą połówką stwierdziliśmy że przeżyjemy to jakoś. Ja wręcz wolę kartę, choć finansowo lepiej by nam się opłaciły odbitki ;)

Podsumowując ogólnie, poza czasem nie straciłem na całej zabawie, a finansowo wręcz zyskałem (około 200,- na cenie aparatu). Zastrzeżenia co do samych sklepów:

Pixmania
  • przesuwanie terminów
  • dłuuuuuugi czas oczekiwania na zwrot pieniędzy
  • jakoś mało aktualne stany towarów na stronie
fotobasia
  • dość długi czas wysyłki (choć spokojnie zmieścili się w czasie jaki mają w regulaminie)
  • pomerdały im się promocje, i przez to dostałem co innego niż zamawiałem

W Pixmanii zakupów więcej nie zrobię. W fotobasi prawdopodobnie tak - a mam do kupienia jeszcze przynajmniej filtr polaryzacyjny ;)

Dodano w kategorii Ogólne o 21:43:19, 12 komentarzy

12 lipca 2007,

Dom, własny dom...

Jakiś czas temu sfinalizowałem zakup własnego mieszkania. Dostałem kredyt, kredyt został uruchomiony, podpisałem umowę, czekam na odbiór... a ten dopiero w sierpniu - kobieta od której kupuję do 17.08 ma czas na wyprowadzenie się. Nie mogę się doczekać :)

Najciekawsze jest to, że zakup mieszkania to dopiero początek wydawania kasy na nie. My na szczęście dostaniemy część mebli (od obecnych właścicieli) - są w bardzo dobrym stanie, firmy Klose, do tego zostaje cała zabudowa kuchni wraz z lodówką, szafa Komandora w sypialni... Gdyby nie to, to pierwszy rok byśmy spędzili stricte na kartonach ;)

Poza meblami, z których w najgorszym wypadku będziemy na początek musieli dokupić tylko ławę do salonu, trzeba kupić całe mnóstwo innych rzeczy, tzw. 'drobiazgów', na które idzie majątek ;) Naczynia, elementy wykończenia łązienki, jak wieszaki na ręczniki, na srajtaśmę etc. Z większych rzeczy - duża szafa Komandora (lub "komandoropodobna") do przedpokoju (to powinno na jakiś czas zaspokoić nasze wymagania odnośnie miejsca gdzie poupychać nasze rzeczy), i zmywarka którą będzie trzeba jakoś wbudować w istniejącą zabudowę, i przynajmniej jeden fotel obrotowy do biurka. No i sama wymiana wkładki Gerdy w drzwiach na nową to jakieś 500,-

Na to wszystko mam jakieś 8, może 9 (maksymalna granica) tysięcy PLN, i obawiam się, że może nie starczyć ;) Szczególnie, że nie lubię kupować tanich rzeczy które po 3 czy 4 miesiącach trzeba wymienić czy takie tam. Będzie "śmisznie".

Na początku jeszcze chcieliśmy tam odświeżyć co nieco, w sensie przemalowania na swoje kolory etc, ale zrezygnowaliśmy w końcu. Powód? Biorę dwa tygodnie urlopu na przeprowadzkę i zamieszkanie tam. Przemalowanie całości, to minimum cztery dni, może wyjść więcej, zależy jak farba by kryła. Jeśli teraz mam z moich 14 dni oddać za darmo 4 lub 5 na samo malowanie, to to nie ma sensu, ponieważ jest masa innych spraw do zrobienia, a samo mieszkanie jest dość czyste i zadbane.

I generalnie jeszcze pytanie: może ktoś polecić jakąś firmę przeprowadzkową działającą na terenie Szczecina? Mam masę rzeczy do przewiezienia, trzeba wszystko znieść do sporego auta, przetransportować, i wnieść na górę. Pakowaniem i rozpakowaniem zajmę się sam :) Ale nosić tego nie jestem w stanie - mój kręgosłup, zawsze słaby, od kilku tygodni daje maksymalnie jazzu, i nie jestem w stanie nic nosić, a szczególnie takich rzeczy jak pralka czy sporej ilości kartonów z książkami...

Dodano w kategorii Ogólne o 08:07:50, 4 komentarze

Design by ChaitGear, ported by Soil. RSS. Powered by JoggerPL.