życie.urzenia.net

czyli co się u MySZy w życiu dzieje

17 października 2007,

Moja przygoda z Senatorem

Jako, że do naszego mieszkania przeprowadziliśmy się już jakiś czas temu (sierpień), zgodnie z naszymi wcześniejszymi planami zdecydowaliśmy się na zrobieniu w przedpokoju dużej szafy. Dużej, bo od podłogi do sufitu mam 250cm, a szeroka na 196cm. Obadaliśmy kilka firm, zdecydowaliśmy się na Senatora. Niestety...

Umówiliśmy się z handlowcem, przyjechał ładnie, szybko, zrobił pomiary, wyliczył kwotę, wszystko OK. Podziękowaliśmy, powiedzieliśmy że potrzebujemy kilku dni na zastanowienie się, i pożegnaliśmy się. Ze 3, może 4 dni później byliśmy już pewni że bierzemy tą szafę, więc znów zadzwoniliśmy do pana handlowca, mówiąc mu o tym. Od tego miejsca zaczynają się schody :(

Nie było już tak różowo - pan handlowiec z umową już ponownie nie mógł do nas przyjechać, muslieliśmy sami pojechać do biura. OK, umówiliśmy się, pojechaliśmy w określony dzień o określonej godzinie (mieliśmy być w sumie o dowolnej godzinie, byle by po 12 - byliśmy o 14). Okazało się, że pan handlowiec miał nas w tyłku, i zapomniał dostarczyć umowę do biura. Pojechaliśmy do centrum zupełnie bezsensownie :( No ok, na tym etapie powiedziałem sobie, że po prostu się zdarza, mi też czasem coś z głowy wypada, i nic się na to nie poradzi. Pani poinformowała nas, że pan handlowiec dotrze do nas w dniu następnym, umówiliśmy się na godzinę już tym razem konkretną i wróciliśmy do domu.

Na drugi dzień, gdy zbliżała się już "godzina 0", zadzwonił pan handlowiec czy może już przyjechać. Oczywiście, byliśmy przecież w domu, proszę przyjeżdżać. Stwierdził że za 15 minut będzie i rozłączyliśmy się. Po pół godzinie dzwonię zapytać się czy droge zgubił, czy może coś innego. Okazało się, że jeszcze nie wyjechał od poprzedniego klienta. Trochę się wkurzyłem, bo po co w takim razie dzwonił i mówił że będzie za kilka minut? :/

Jeszcze odpuściłem, poczekałem na jego przyjazd (uwinął sie w kilka minut), podpisaliśmy umowę (doszła mała zmiana, ale nieistotna dla sprawy), pożegnaliśmy się mając wyznaczony termin montażu za 2 tygodnie.

W przeddzień montażu telefon z fimy "Senator" - monter, który miał do nas przyjechać miał pogrzeb kogoś z rodziny, czy możemy przełożyć termin montażu i na kiedy. No OK, zdarza się, przełożyliśmy na dzień następny - panowie obiecali być wcześniej (7-8), żebym mógł jeszcze pojechać do pracy popołudniu, niestety o 9.00 zadzwoniłem do "Senatora" pytając się, czemu ich jeszcze nie ma :( Przyjechali pół godziny później. Pracowali zawzięcie cały dzień, koło 14 okazało się że któraś z płyt była nie taka jaka miała być, jeden z panów pojechał ją wymienić. Pod wieczór okazało się że dalej coś nie gra, i niestety już tego dnia nic więcej nie zrobią. Umówiliśmy się na kolejny dzień.

Panowie przyjechali, pod koniec roboty okazało się że znów coś nie jest w porządku, i znów, kolejny dzień - niestety, nie mieli wolnego terminu wcześniej jak w przyszłym tygodniu, więc obiecali że w poniedziałek zadzwonią i się umówimy jakoś.

We wtorek zadzwoniłem do pana handlowca z opierdolem, bo już miałem całego tego "Senatora" serdecznie dość. Pan stwierdził że zaraz się tym zajmie, i rzeczywiście po kilku minutach zadzwonił pan monter. Na wstępie zapytał: "to na kiedy się umawiamy?". Raczyłem mu w mało przyjemnym tonie wyjaśnić, że może tak na początek "dzień dobry" i "przepraszam" skoro to ja musiałem się do niego z telefonem fatygować - pan się nieco skrępował, przytkało go co nieco. Jak mu już oddech wrócił był łaskaw się ze mną umówić na kolejny termin. Och, dobrodziej...

To już czwarta wizyta. Od początku wtopa, bo mieli być o 14, a przyjechali o 15.30 (choć widać że opierdol skutkował, bo sam zadzwonił i poinformował). Panowie przyjechali, wzięli się za robotę - po drodze znów się okazało że coś nie gra, więc znów jeden z panów raczył był pojechać do firmy po kolejną listwę. Na szczęście na koniec udało się zrobić wszystko tak że nie miałem się do czego czepić (no dobra, przesadziłem, sporo bym znalazł, ale nic co by mnie raziło strasznie w oczy), przyjąłem w końcu potwierdzenie wykonania pracy i dałem panu pieniążki. Liczyłem, że to mój ostatni kontakt z tą firmą. O naiwności...

Dziś, tj. około miesiąc po odebraniu szafy, okazało się że drzwiczki (nie suwane, tylko zwykłe, na zawiasach) się obluzowały - jeden z wkrętów wyszedł co nieco, przez co drzwi haczą o jedną ze ścianek. Jutro muszę zadzwonić i złożyć reklamację. Ciekawe jak długo będą mnie zwodzić zanim w końcu przyjadą i to zrobią...

Sama szafa jest ładna i funkcjonalna, niestety co do wytrzymałości i trwałości, to sądząc po drzwiczkach będzie kiepsko :( Poza tym, osoba mniej techniczna, nie umiejąca przypilnować panów monterów na każdym kroku, na pewno obudziłaby się po kilku miesiącach z ręką w nocniku - ja sobie dałem radę, natomiast nie wiem jak to będzie z reklamacją i w ogóle co dalej :(

Ogólnie - nie polecam.

Dodano w kategorii Ogólne o 18:07:06, 4 komentarze

17 października 2007,

Dina rośnie

Nasza Dina ma już ponad 5 miesięcy. Zrobiło się z niej straszne bydlę, wielkie, ciężkie, szybkie, i potwornie słodkie...

Poniżej kilka zdjęć naszej suni, w różnych momentach jej życia ;)

Dodano w kategorii Ogólne o 17:21:50, Dodaj komentarz

12 października 2007,

CKM (Cięzko Kapująca Mózgownica)

Trochę ponad rok temu ukończyłem służbę zastępczą dla wojska. Służbę odbywałem w Sądzie Rejonowym w Szczecinie. Kilka rzeczy było fajnych, kilka nie - jak to w życiu. Ale wraz ze mną dostała się tam do pracy na okres próbny pewna panna. Dość szybko dostała przydomek CKM, czyli Ciężko Kapująca Mózgownica. Poniżej kilka drobnych anegdot (niestety, faktów, przy większości z nich byłem obecny):

  1. Zastałem Ją rano przed drzwiami do jednego korytarzyku. Układ był taki, że z korytarza głównego można było wejść do sekretariatu wydziału, z którego przez kolejne pomieszczenie można było wejść do wspomnianego wcześniej korytarzyku, a tam były drzwi do kuchni i toalet. Można też było przejść przez zamknięte na elektorniczny zamek drzwi bezpośrednio z korytarza głównego do tego pomniejszego korytarzyka.

    No więc stała tam sobie, biedaczka, i jak tylko przyszedłem zapytała się mnie czy nie mam klucza bo ona chciała wejść do aneksu kuchennego (poprzez wspomniany wcześniej korytarzyk), a jej chip nie chciał otworzyć elektronicznego zamka. Nie miałem, więc odpowiedziałem grzecznie że nie, nie mam, i poszedłem do siebie.

    Później powiedziano mi, że mam zaproszenie do Prezesa na ślubowanie, i m.in. miał pójść tam CKM. Poprosiła mnie żebym po nią przyszedł jak czas wybije. No i wybił...

    Poszedłem po nią, pożyczając wcześniej chipa od jednej z pracowniczek, żeby łatwiej mi było przejść przez kompleks budynków Sądu. Po wyjściu na korytarz główny zobaczyła że mam chipa w ręku, i poprosiła żebym ją wpuścił na chwilkę ponieważ chce iść do toalety. Przyłożyłem chip do czujnika, CKM szarpnęła energicznie... drugi raz, trzeci, drzwi ani drgnęły. Stwierdziła że znów się coś popsuło, na co odpowiedziałem jej, że będzie lepiej działać jeśli spróbuje te same drzwi popchnąć, zamiast ciągnąć. Spróbowała, podziałało. Zdziwionym głosem oznajmiła mi, że to pewnie dlatego rano nie mogła się przedostać...

  2. Wydział na którym odrabiałem służbę, wysyłał od cholery przesyłek - kilka(dziesiąt|set) dziennie. Koperty używane przez nas były samoprzylepne - czyli wsadza do koperty co chcesz wysłać, odwijasz papierek, przyciskasz i już zaklejone. CKM kiedyś stwierdził, że od tego ciągłego lizania kopert to ją już język boli.

  3. Dostała pewnego razu polecenie wysłania faksu (jednego dokumentu) do trzech różnych osób/instytucji. Wzięła dokument, skserowała go 2x, i poszła puszczać faks.

  4. Pracowała tam już ponad 2 tygodnie, widując codziennie przewodniczącego wydziału, do którego wszyscy zwracali się per "Sędzio Przewodniczący". Kiedyś minęła go w drzwiach, pytając nas następnie który to przewodniczący wydziału, bo ma coś mu dać do podpisania.

  5. CKM zadzwoniła kiedyś do oskarżonego. Odebrała kobieta. Słyszymy głos CKMa: To mówi Pani że syna nie ma teraz w domu. A przepraszam, kim Pani jest dla oskarżonego?

To tylko kilka sztuk, reszty nie pamiętam, ani nie zapisałem - a szkoda, bo podobnych numerów było kilka, i każdy wart upamiętnienia ;)

Dodano w kategorii Ogólne o 01:41:43, 8 komentarzy

Design by ChaitGear, ported by Soil. RSS. Powered by JoggerPL.