Moja przygoda z Senatorem
Jako, że do naszego mieszkania przeprowadziliśmy się już jakiś czas temu (sierpień), zgodnie z naszymi wcześniejszymi planami zdecydowaliśmy się na zrobieniu w przedpokoju dużej szafy. Dużej, bo od podłogi do sufitu mam 250cm, a szeroka na 196cm. Obadaliśmy kilka firm, zdecydowaliśmy się na Senatora. Niestety...
Umówiliśmy się z handlowcem, przyjechał ładnie, szybko, zrobił pomiary, wyliczył kwotę, wszystko OK. Podziękowaliśmy, powiedzieliśmy że potrzebujemy kilku dni na zastanowienie się, i pożegnaliśmy się. Ze 3, może 4 dni później byliśmy już pewni że bierzemy tą szafę, więc znów zadzwoniliśmy do pana handlowca, mówiąc mu o tym. Od tego miejsca zaczynają się schody :(
Nie było już tak różowo - pan handlowiec z umową już ponownie nie mógł do nas przyjechać, muslieliśmy sami pojechać do biura. OK, umówiliśmy się, pojechaliśmy w określony dzień o określonej godzinie (mieliśmy być w sumie o dowolnej godzinie, byle by po 12 - byliśmy o 14). Okazało się, że pan handlowiec miał nas w tyłku, i zapomniał dostarczyć umowę do biura. Pojechaliśmy do centrum zupełnie bezsensownie :( No ok, na tym etapie powiedziałem sobie, że po prostu się zdarza, mi też czasem coś z głowy wypada, i nic się na to nie poradzi. Pani poinformowała nas, że pan handlowiec dotrze do nas w dniu następnym, umówiliśmy się na godzinę już tym razem konkretną i wróciliśmy do domu.
Na drugi dzień, gdy zbliżała się już "godzina 0", zadzwonił pan handlowiec czy może już przyjechać. Oczywiście, byliśmy przecież w domu, proszę przyjeżdżać. Stwierdził że za 15 minut będzie i rozłączyliśmy się. Po pół godzinie dzwonię zapytać się czy droge zgubił, czy może coś innego. Okazało się, że jeszcze nie wyjechał od poprzedniego klienta. Trochę się wkurzyłem, bo po co w takim razie dzwonił i mówił że będzie za kilka minut? :/
Jeszcze odpuściłem, poczekałem na jego przyjazd (uwinął sie w kilka minut), podpisaliśmy umowę (doszła mała zmiana, ale nieistotna dla sprawy), pożegnaliśmy się mając wyznaczony termin montażu za 2 tygodnie.
W przeddzień montażu telefon z fimy "Senator" - monter, który miał do nas przyjechać miał pogrzeb kogoś z rodziny, czy możemy przełożyć termin montażu i na kiedy. No OK, zdarza się, przełożyliśmy na dzień następny - panowie obiecali być wcześniej (7-8), żebym mógł jeszcze pojechać do pracy popołudniu, niestety o 9.00 zadzwoniłem do "Senatora" pytając się, czemu ich jeszcze nie ma :( Przyjechali pół godziny później. Pracowali zawzięcie cały dzień, koło 14 okazało się że któraś z płyt była nie taka jaka miała być, jeden z panów pojechał ją wymienić. Pod wieczór okazało się że dalej coś nie gra, i niestety już tego dnia nic więcej nie zrobią. Umówiliśmy się na kolejny dzień.
Panowie przyjechali, pod koniec roboty okazało się że znów coś nie jest w porządku, i znów, kolejny dzień - niestety, nie mieli wolnego terminu wcześniej jak w przyszłym tygodniu, więc obiecali że w poniedziałek zadzwonią i się umówimy jakoś.
We wtorek zadzwoniłem do pana handlowca z opierdolem, bo już miałem całego tego "Senatora" serdecznie dość. Pan stwierdził że zaraz się tym zajmie, i rzeczywiście po kilku minutach zadzwonił pan monter. Na wstępie zapytał: "to na kiedy się umawiamy?". Raczyłem mu w mało przyjemnym tonie wyjaśnić, że może tak na początek "dzień dobry" i "przepraszam" skoro to ja musiałem się do niego z telefonem fatygować - pan się nieco skrępował, przytkało go co nieco. Jak mu już oddech wrócił był łaskaw się ze mną umówić na kolejny termin. Och, dobrodziej...
To już czwarta wizyta. Od początku wtopa, bo mieli być o 14, a przyjechali o 15.30 (choć widać że opierdol skutkował, bo sam zadzwonił i poinformował). Panowie przyjechali, wzięli się za robotę - po drodze znów się okazało że coś nie gra, więc znów jeden z panów raczył był pojechać do firmy po kolejną listwę. Na szczęście na koniec udało się zrobić wszystko tak że nie miałem się do czego czepić (no dobra, przesadziłem, sporo bym znalazł, ale nic co by mnie raziło strasznie w oczy), przyjąłem w końcu potwierdzenie wykonania pracy i dałem panu pieniążki. Liczyłem, że to mój ostatni kontakt z tą firmą. O naiwności...
Dziś, tj. około miesiąc po odebraniu szafy, okazało się że drzwiczki (nie suwane, tylko zwykłe, na zawiasach) się obluzowały - jeden z wkrętów wyszedł co nieco, przez co drzwi haczą o jedną ze ścianek. Jutro muszę zadzwonić i złożyć reklamację. Ciekawe jak długo będą mnie zwodzić zanim w końcu przyjadą i to zrobią...
Sama szafa jest ładna i funkcjonalna, niestety co do wytrzymałości i trwałości, to sądząc po drzwiczkach będzie kiepsko :( Poza tym, osoba mniej techniczna, nie umiejąca przypilnować panów monterów na każdym kroku, na pewno obudziłaby się po kilku miesiącach z ręką w nocniku - ja sobie dałem radę, natomiast nie wiem jak to będzie z reklamacją i w ogóle co dalej :(
Ogólnie - nie polecam.
17 października 2007 o 22:41:37
najlepszy dowod na to, ze takie rzeczy najlepiej umiec zrobic samemu
18 października 2007 o 06:59:45
Umieć owszem (można przypilnować wyrobników, wie się co i jak), ale niekoniecznie od razu robić samemu. Ja uznałem że panowie którzy robią to już jakiś czas zrobią to szybko i sprawnie i zapomne o tym szybciej niż bym robił to sam. Co z tego że umiem, i że pomógłby mi ojciec, który zna się na tym, skoro zajęłoby nam to tydzień/dwa (uwzględniając fakt braku gotowych klocków jakie mieli panowie z senatora), a ja po prostu chciałem mieć szafę? Czas jest często więcej warty od pieniędzy :(
Krampf powiedział(a),
19 grudnia 2007 o 13:16:57
Hej, szukam właśnie opinii na temat różnych systemów i firm oferujących zabudowy. Też nie umiem zrobic takiej zabudowy sam i nie uważam, żeby to było konieczne – jeśli ktoś to oferuje, to powinien umieć to zainstalować, w końcu sprzedają całość, a nie same deski do własnego montażu, żebym musiał nad kimś tsać i pilnować.
Sam mam na razie niewielkie doświadczenia z takimi usługami (kiedyś zamawiałem małą szafę w Komandorze i było wszystko ok), ale teraz czeka mnie przeprowadzka i cała zabawa z urządzaniem mieszkania zacznie się od pocztku.
19 grudnia 2007 o 15:24:38
Generalnie to nie był koniec mojej przygody z senatorem – krótko później obluzowały się drzwi. Ale to temat na osobny wpis… Ale nie było lekko i szybko.
Generalnie znów mogę stwierdzić: nie polecam.